Wywiad z Julią i Kamilem
Już za tydzień, 13 września 2025 roku, Julia Bodziachowska i Kamil Zięcik powiedzą sobie „tak”. Ich droga do ołtarza nie była typową romantyczną komedią. Zaczęła się w środku globalnej pandemii, przez aplikację w telefonie, a utrwaliła dzięki pewnej parze... kolczyków. Usiadłem z nimi, by posłuchać historii tak prawdziwej i zabawnej, jak oni sami.
Dziennikarz: Zacznijmy od początku. Czas pandemii, świat zamknięty w domach. Jak w takich warunkach znaleźliście siebie?
Kamil: To były czasy Tindera! (śmiech) Innej opcji po prostu nie było. Przeglądałem profile i nagle… jest Julia. Coś mnie tknęło. Zaczęliśmy pisać i od razu złapaliśmy świetny kontakt.
Julia: Piszemy, piszemy, a ja czuję, że to jest ktoś wyjątkowy, Ale nasza rozmowa ma jedną zagadkę… Kamil, pamiętasz dokładnie, kiedy zaczęliśmy rozmawiać?
Kamil: (Drapie się po głowie z udawanym zamyśleniem) Wiesz co… to był chyba koniec marca 2020? Jakoś tak. Tyle się wtedy działo!
Julia: (Śmiejąc się) Wiedziałam! Na szczęście ja mam lepszą pamięć do dat. Ale oficjalnie najważniejsza data jest jedna i oboje ją znamy: jesteśmy razem od 15 kwietnia 2020 roku. Tego dnia Kamil, łamiąc pandemiczne obostrzenia, wsiadł w samochód i przyjechał do mnie.
Wychodząc od niej, specjalnie zostawiłem u niej moje kolczyki. Chwilę po tym, jak odjechałem, napisałem: „O nie, zapomniałem kolczyków! Będę musiał po nie wrócić”.
Dziennikarz: No właśnie, pierwsze spotkanie! To musiał być stres. Jakie było Wasze pierwsze wrażenie na żywo?
Kamil: Powiem tak: na zdjęciach Julia była piękna, ale na żywo... po prostu mnie powaliła. Myślę sobie: „Wow, to jest to”. Od razu wiedziałem. Była Top! A ja wtedy nosiłem kolczyki…
Julia: I tu się zaczyna nasza historia! Po tym pierwszym spotkaniu, choć było cudownie, byłam przekonana, że on już nigdy więcej do mnie nie przyjedzie. Powtarzałam to non stop, trochę dla żartu, a trochę ze strachu. Mówiłam: „TY JUŻ NIGDY DO MNIE NIE PRZYJEDZIESZ”.
Kamil: Słuchałem tego i śmiałem się w duchu. I wymyśliłem plan. Wychodząc od niej, specjalnie zostawiłem u niej moje kolczyki. Chwilę po tym, jak odjechałem, napisałem: „O nie, zapomniałem kolczyków! Będę musiał po nie wrócić”. Chciałem jej udowodnić, że moje intencje są poważne.
Julia: I wracał! Ale ja i tak, jeszcze przez długi czas, przy każdym pożegnaniu śmiałam się i mówiłam: „No dobra, ale ty i tak już więcej do mnie nie przyjedziesz”. No i proszę… teraz bierzemy ślub! (śmiech)
Dziennikarz: Skoro randkowanie było utrudnione, jak budowaliście relację na odległość?
Julia: Mieliśmy swoje pandemiczne rytuały! Oboje uwielbiamy muzykę, więc naszym sposobem na wspólne wieczory było oglądanie „The Voice of Poland”, każdy u siebie, ale z włączoną kamerką w telefonie.
Kamil: To była świetna zabawa! Czuliśmy się jak jurorzy. Ja, jako muzyk, miałem swoje fachowe uwagi, a Julia, która pięknie śpiewa, oceniała wszystko sercem. Ciągle się przekomarzaliśmy. Ja mówiłem: „Pff, ja bym się na niego nie odwrócił”, na co Julia od razu oponowała: „Co ty opowiadasz! Ja bym się odwróciła od razu!”. Te nasze małe dyskusje sprawiały, że czuliśmy się, jakbyśmy naprawdę siedzieli obok siebie na kanapie.
Krzyknęłam tylko: „KAAAAMIL, ZADZWOŃ PO HELIKOPTER!”.
Dziennikarz: Poza muzyką, co tak naprawdę Was połączyło? Co cenicie w sobie najbardziej?
Julia: Jego dobroć. To brzmi może banalnie, ale w Kamilu jest coś tak autentycznego. Sposób, w jaki patrzy, jego uśmiech, który potrafi rozbroić każdy mój zły humor. Od początku czułam przy nim niesamowity spokój i bezpieczeństwo.
Kamil: Na początku wiadomo, uderzył mnie jej wygląd, bo Julia jest zjawiskowa. Ale bardzo szybko zobaczyłem jej ogromną opiekuńczość i mądrość. Ma niesamowicie dojrzałe podejście do życia. No i jest jeszcze coś, to moment, kiedy Julia udaje takie słodkie, małe dziecko i jest w tym tak urocza, że topnieje mi serce. Kiedy na nią wtedy patrzę, wiem, że chcę z nią być do końca życia.
Dziennikarz: Każdy związek ma historię, która staje się legendą. Jaki był pierwszy prawdziwy test Waszej relacji, który wspominacie z uśmiechem?
Kamil: O, to na pewno nasza pierwsza wycieczka w góry, na początku związku. Cel: Sarnia Skała. Były dwa problemy. Po pierwsze, ja nie wiedziałem, że Julia ma lęk wysokości. Po drugie, ona nie wiedziała, że ja mam zerową kondycję.
Julia: (Śmieje się) Szłam dzielnie, starałam się nie patrzeć w dół i nie dawałam po sobie nic poznać. A Kamil próbował udawać, że wcale nie jest zdyszany po przejściu dziesięciu metrów pod górę.
Kamil: Jakoś dotarliśmy prawie na sam szczyt. Wyszliśmy na ostatni, idealnie prosty i równy odcinek. I właśnie tam Julia źle stanęła, coś jej chrupnęło w nodze i… skręciła kostkę.
Julia: Ból był ogromny, a pierwsza myśl w mojej głowie bardzo racjonalna. Krzyknęłam tylko: „KAAAAMIL, ZADZWOŃ PO HELIKOPTER!”.
Kamil: Nie ukrywam, że parsknąłem śmiechem. Na szczęście przechodziła obok nas jakaś miła para, która miała bandaż i pomogła nam opatrzyć nogę. Sarniej Skały ostatecznie nie zdobyliśmy, a ja musiałem znosić Julię na dół. To był test cierpliwości, siły i wsparcia. I zdaliśmy go śpiewająco, mimo że bez helikoptera.
Dziennikarz: Niesamowite! Przejdźmy do czegoś bardziej romantycznego. Kamil, Twoje oświadczyny były legendarne. Jak to wyglądało?
Kamil: Chciałem, żeby było w moim stylu – trochę śmiesznie, trochę wzruszająco. To były imieniny mojej mamy, więc cała rodzina była w komplecie. Przygotowałem specjalny film. Zaczynał się niewinnie, jako pokaz slajdów dla mamy. I nagle, w trakcie pokazu, ekran zaczyna „śnieżyć”, ja gaszę światło i znikam z pokoju. Na ekranie pojawia się zwiastun filmowy, leci poważna muzyka, a ja mówię lektorskim głosem: „Tej jesieni… stanie się coś niesamowitego!”.
Julia: Ja wtedy kompletnie nie wiedziałam, co się dzieje! Byłam w szoku.
Kamil: Potem na filmie były krótkie wywiady z naszymi znajomymi, których pytałem: „Czy myślicie, że Julia powie TAK?”. Wszyscy byli na tak. Żeby było śmieszniej, napisałem do wielu celebrytów z prośbą o nagranie i odpisał tylko… Norbi! Nagrał filmik, w którym zapewniał, że na pewno się zgodzi. Na końcu filmu była scena, jak ubieram garnitur i wychodzę z domu z pierścionkiem. I wtedy, już nie na filmie, wszedłem do pokoju z kwiatami i uklęknąłem.
Dziennikarz: Julia, jaka była Twoja reakcja?
Julia: Najpierw były łzy, niedowierzanie… A kiedy Kamil zadał to pytanie, ja, zamiast powiedzieć „tak”, wypaliłam: „Nie wiem, na którą rękę!”. (śmiech) Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Oczywiście, że się zgodziłam!
Dziennikarz: Przed Wami wielki dzień. Jakie macie plany i marzenia na przyszłość?
Kamil: (Śmieje się) Pewnie będziemy się czasem kłócić! Ale na pewno chcemy zbudować prawdziwą, dobrą rodzinę, opartą na miłości, przyjaźni i współpracy.
Julia: Zgadzam się. A jeśli chodzi o podział obowiązków, to ja jestem mistrzem kuchni! Umiem ugotować wszystko. Kamil też jest świetny, o ile ma pod ręką Thermomix. A co do decyzji?
Kamil: Wspólnie podejmujemy decyzję Julii! (śmiech)
Dziennikarz: Na koniec, co chcielibyście przekazać Waszym gościom, którzy za chwilę będą się z Wami bawić?
Julia i Kamil (niemal jednocześnie): Odłóżcie te telefony i zacznijcie się bawić!
Julia: (Dodaje ze śmiechem) A tak serio, Kamil strasznie się stresuje, że nie umie tańczyć i wstydzi się moich cioć, więc bądźcie dla niego wyrozumiali na parkiecie!
Dziękuję Wam za tę niesamowitą rozmowę. Wasza historia jest dowodem na to, że prawdziwą miłość można znaleźć wszędzie, nawet w najdziwniejszych czasach. Widzimy się na parkiecie!
Z miłością, Julia i Kamil










